Książka nie wygląda już zbyt estetycznie, gdyż wraz z ceną jedenastu złotych nie otrzymujemy zdumiewającej jakości. Okładka jest wykonana z miękkiego papieru, który mnie się jak szalony. No cóż, bardzo tanie wydania tak już mają.
Cień wiatru połknęłam w chwilkę, pewnie za sprawą bardzo intrygującego i nieco mrocznego klimatu. Zupełnie zauroczyłam się motywem, od którego zaczyna się ta powieść (powieść! czaisz, P.? heheszki)- czy może istnieć gdzieś na świecie piękniejsze zestawienie słów niż „Cmentarz zapomnianych książek”? Nie sądzę.
Właśnie w miejscu o tak urokliwej nazwie główny bohater- Daniel (do którego absolutnie wszyscy i absolutnie zawsze zwracają się „Danielu”. Irytujące!)- odnajduje pewną zapomnianą (a jakże) powieść tajemniczego autora. Daniel postanawia zgłębić historię książki, a przede wszystkim człowieka, który tę powieść napisał. I tu właściwie kończy się mój opis, bo uważam, że powiedzenie czegokolwiek więcej będzie wstrętnym i śmierdzącym spoilerowaniem. Historia jest niesamowicie złożona i wielowątkowa, ale wydaje mi się, że prawdziwą przyjemnością będzie właśnie odkrywanie każdego po kolei.
Cóż mogę rzec, spodobało mi się. Książka mnie wciągnęła, naprawdę zaintrygowała i uczyniła mnie swym małym niewolnikiem, którym pozostałam do przewrócenia ostatniej strony. Po prostu musiałam wiedzieć jak to się skończy.
Od razu mówię, że finał mnie odrobinę zawiódł. Cały ciężkawy i mroczny nastrój poszedł w diabły, na świat nagle spłynęła łuna szczęśliwości i wręcz naiwnych happy endów. Nie spodobało mi się to, bo rozwiało mi nieco szczególny klimat tej książki.
Nie chcę pisać o wiarygodności fabuły, bo to nie jest książka, w której prawdopodobność zdarzeń byłaby walorem. Uważam, że ta lekka baśniowość i nierealność są pewnego rodzaju smaczkiem, który tworzy nieco oniryczną atmosferę powieści.
Miałam też wrażenie, że rozwiązanie głównej zagadki było dość łatwe i logiczne, natomiast wątki poboczne okazały się skomplikowane i nieco melodramatyczne. Chwilami przez głowę przelatywało mi „no tu już stary przesadziłeś”. Autor bardzo chciał nagmatwać i wzruszyć czytelnika, przez co można w książce odnaleźć odrobinę wątków rodem z telenoweli. Być może ma tu zastosowanie zasada „im więcej ulepszeń, tym łatwiej coś spieprzyć’.
Postacie są napisane w miarę dobrze i wiarygodnie, jednak niektórym niestety brakuje jakiegoś charakterku i pazura (np. ojciec Daniela- uosobienie świętości i cierpliwości).
Ja tę książkę polecam. Mimo wszystko historia jest ciekawa, wciągająca i dość unikatowa. Brakowało mi rozwinięcia wątku o Cmentarzu (miałam nadzieję, że to będzie jeden z głównych wątków tej książki, niestety jest inaczej). Jest to lekkie (jednak autor nie obraża intelektu czytelnika bezmyślną papką) i interesujące czytadło na leniwe popołudnia.
Książkę zdecydowano się udekorować klimatycznymi czarno-białymi zdjęciami. Nie chcę dyskutować o zasadności tego działania, ale pozwolę sobie zamieścić moje ulubione zdjęcie z tej książki- kot w antykwariacie.
P.S. Tytuł postu jest dość niejasny, ale gdybym chciała go wyjaśnić, to popełniłabym zbrodnię spoileru. Niech to będzie zachęta do przeczytania tej pozycji


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
www.przekartkuj.blogspot.com